Sexify – czyli nic tak nie wkurza ludzi, jak wszystko.

Wynik kolejnej współpracy polskich twórców z serwisem Netflix możemy już od niedawna oglądać w sieci. Oglądać i emocjonować się, bo jak każda sprawa, która dotyczy seksu, a już niedajborze kobiecego seksu powoduje wypłynięcie na wierzch ekspertów, dla których ocenienie „jedynie” serialu, jako serialu jest absolutnie niewystarczające, bo nie od tego są przecież samozwańczymi ekspertami.

I tak jakiś czemu, scrollując Facebooka, rzucił mi się w oczy post, który nawiązując do serialu Sexify, krytykuje Netflixa. Wpis ten mówił o tym, jak wielu mężczyzn choruje na depresję, o tym, jak wielu mężczyzn popełnia samobójstwo i że jest to temat ignorowany i przemilczany, a o tym, że kobiety nie mają orgazmów, to się robi seriale. I ja znam te statystyki i tak, uważam, że są przerażające i że w społeczeństwie pokutuje bardzo krzywdzące dla mężczyzn przekonanie, o tym, że nie powinni oni okazywać słabości, powinni zawsze „dawać radę” a jeśli mają depresję, lub stany depresyjne mówi im się „be a man, don’t be a pussy” (swoją drogą zabawne, jak cipka, przez którą po 9 miesiącach bytowania w macicy, przeciska się 3-kilogramowe niemowlę, stała się symbolem słabości, ale pewnie jest to temat na zupełnie inny wpis). Tak, jak wspominałam – zgadzam się, nie neguję problemu i nie uważam, że problemy z depresją, chorobami i zaburzeniami psychicznymi społeczeństwo powinno traktować inaczej ze względu na płeć osoby chorej. Tylko jak potem doczytuję, że ten straszny Netflix zrobił serial o tym „że jakieś dziewczyny nie miały orgazmu” a tu mamy poważny problem w postaci mężczyzn i depresji, to widzicie moi drodzy, mnie krew jasna zalewa.

Odkąd pamiętam dziwi mnie podejście do jakiegokolwiek tematu, które opiera się na tym, że jeśli jakaś kwestia jest poruszana, to inna jest negowana. To tak, jak podczas Europejskiego Dnia Walki z Rakiem Piersi pojawiają się komentarze, ano dobra, ale co innymi rakami nie tylko ten jest ważny!!!!! Skupienie się na szczególe danego zagadnienia, czy problemu nie odejmuje powagi zagadnieniu ogólnemu, a już na pewno nie żadnym innym tematom. To tak, jakbyśmy porównali Dzień Walki z Rakiem Piersi do tego, że no fajnie, z rakiem piersi to walczycie, ale, z tym że ludzie giną w wypadkach samochodowych, to już nie. Czasami mam wrażenie, że takie zjawisko ma swoje źródło w takim opacznym, ludzkim rozumowaniu, które polega na tym, że jeśli ktoś coś ma, to zapewne moim kosztem. Sąsiad ma drogi samochód? Na pewno zarobił na niego dzięki oszustwie/kradzieży, a na pewno MOIM KOSZTEM, bo skoro on ma, a ja nie mam, to przez to, że on ma. A gdyby on nie miał, to przynajmniej oboje byśmy nie mieli.

Wyobraźcie sobie post, w którym krytykuję na przykład stację TVN, za to, że realizuję kolejny program kulinarny, a może nie wszyscy lubią gotować, A NIEKTÓRZY MAJĄ Z TYM PROBLEM, BO SIĘ ZATRULI? Dlaczego ta stacja emituje kolejny program o urządzaniu mieszkań, skoro ceny mieszkań w ostatnich trzech latach wzrosły o ponad 30% i Polacy rekordowo późno, ze względu na kwestie ekonomiczne, wyprowadzają się z domów rodzinnych, bo koszt najmu mieszkań jest absurdalnie drogi?

Otóż ani Netflix, ani stacja TVN to nie są fundacje, które obiecują, że będą poruszały tematy społecznie trudne i potrzebne zamiast tego, co im się dobrze sprzeda i obejrzy. Jest natomiast nad Wisłą stacja, która w swoim statucie ma zapisane coś tam o misyjności, ale jej się jakoś nikt nie czepia, bo jak już się opluje koncerny medialne, bo można i czemu nie, to najwyraźniej miło posłuchać Zenka Martyniuka i tego, jak pani mówi, z pełną powagą, że Niemcy nam zazdroszczą. Czyli, wracając do postu źródłowego – jeśli wiemy o palącym problemie społecznym, nagłaśniajmy go, udajmy się do instytucji odpowiedzialnych za rozwiązanie tych problemów, ale nie piszmy na fb o tym, że Netflix robi seriale o nie tej problematyce, o której powinien, bo to naprawdę nie ma sensu i niczego nie zmieni, oprócz wątpliwego poczucia satysfakcji, że się splunęło w internecie.

Niewiele myśląc, dodałam do tego wpisu komentarz w podobnym tonie, dopisując jeszcze, że edukacja seksualna, również ta skierowana do kobiet, jest u nas na marnym poziomie, jeśli więc świadomość może wzrosnąć, to super, czyli że chodzi o sprawę bardziej złożoną niż, ale ja orgazmu nie miałam. Nie chcę przestać dyskutować na tematy ważne, ale to jak bardzo moi oponenci odjeżdżali w kontrargumentach, stworzyło pewien mur, którego nie miałam już czym przebić lub choćby trochę naruszyć. Głównie podnoszony argument to ten,, że kobietom jest już i tak zbyt dobrze na świecie (szczególnie pewnie w Bombaju, gdzie współczynnik analfabetyzmu wśród nich to ponad 25%), że z jakiegoś powodu kobiety przecież jednak nie walczyły w Bitwie pod Grunwaldem oraz że śmiało mogę podać choćby jedną cywilizację zbudowaną przez kobiety, która trwała lata i przerwała. Argument, że ogólnie takiej NIE BYŁO, nie okazał się wystarczający.

Najsmutniejsze jednak i chyba najbardziej rozczarowujące były komentarze odnoszące się do edukacji seksualnej. Otóż według mojego czterdziesto ośmio letniego interlokutora uczenie kobiet o ich ciałach, odkrywanie swojej seksualności równa się pozwoleniom mężczyznom na gwałty, jeśli tylko jest taka ich seksualność, bo czemu nie? Nie no faktycznie, nie ma żadnej różnicy między wiedzą, gdzie jest moja łechtaczka, a gwałtami, oczywiście. Później było gorzej, bo okazało się, że zgodnie z poglądem tej samej osoby, tabu w seksie powinno istnieć, bo brak tabu to patologia. Bicie żony to pewnie też patologia, chyba że nikt nie wie, to wtedy nie. Najsmutniej jednak było, kiedy to dyskusji dołączyła się kobieta, która zaczęła tłumaczyć, że ona się seksu uczyła z Bravo i miała i ma super udane życie seksualne, więc niech jej nikt nie wmawia, że teraz jest gorzej, niż było, skoro przecież jest internet. Ja już chcę naprawdę pominąć kwestię uczenia się o seksie z internetu, który przesycony porno, jest zafałszowanym obrazem seksualności. Na moją wątpliwość, że co z osobami/dziewczynami, które nie odebrały odpowiedniego wykształcenia w tym zakresie z odpowiedniego źródła, oboje zbili internetową piątkę, stwierdzając jednogłośnie, że oni takich nie znają, więc takowe nie istnieją. No cóż, ja też dotychczas nie spotkałam się z takimi idiotami i (niestety) niczego to nie zmieniło w kwestii ich istnienia.

Sens mojego wpisu nie jest taki, żeby wam opowiedzieć, jak to kłóciłam się z kimś w internecie. Jest taki, żeby pokazać, że ludzie, którzy nie doświadczyli jakiegoś problemu, więc negują jego obecność, naprawdę istnieją i do tego są nieprzyzwoicie pewni siebie. Chciałabym zwrócić uwagę na to, że faktycznie Netflix podpina się tutaj pod tematykę edukacji seksualnej, ale faktem jest, że robi to na wyrost i że jego rolą jest sprzedaż serialu, a nie edukowanie społeczeństwa, choć dyskusje przy okazji takich premier są potrzebne, szczególnie w kraju, w którym chętniej w szkołach studiuje się encykliki Jana Pawła II zamiast anatomii człowieka, a edukacja seksualna jest potrzebna i chłopcom i dziewczynom-po to by ci pierwsi byli świadomi choćby cyklu swojej partnerki i później dzięki temu nie wątpili lub wątpili w swoje ojcostwo (ogrom mężczyzn wychowujących nie swoje dzieci, to również często poruszany kontrargument do „a kobiety to mają za dobrze”) oraz dla kobiet, aby mogły świadomie uprawiać seks, czerpać z niego przyjemność, rozumieć co jest gwałtem, nadużyciem, wykorzystaniem – szczególnie w młodym wieku. Ogólnie nie widzę negatywnych konsekwencji wiedzy zdobytej z edukacji seksualnej dla żadnej ze stron.

Przeraża mnie natomiast, to, że do kobiety piszącej (pisownia oryginalna):

Ubawilam się jak norka czytając o tym, jak to wspolczesne kobiety wstydzą się jak usłyszą slowo seks i łechtaczka. Swoją drogą, czasem i korzystnie i ładnie się zarumienić

lub mężczyzny twierdzącego:

nawet jeśli uznać za pracę wszystko, za co płacą – to kobiety obsadzają wszystkie te lekkie, łatwe, przyjemne. I ok, nie wymagam, żebyś napieprzała kilofem w kamieniołomie, ale nie mów, żeś pokrzywdzona. Wracając do prób podważania ustalonej obyczajowości i chęci wypróbowania wielu kluczy – Proszę bardzo, tylko potem nie płaczcie: buuu, nikt mnie nie chce, albo: buuuu mąż mnie nie szanuje. No, nie zechce i nie uszanuje, syn też nie. Tego nie przeskoczysz, to taki atawizm. Prędzej przerzucimy się na ręczne, lalki, albo i chłopów, niż weźmiemy taką aktywistkę kluczowo-zamkową

przyjdzie kiedyś młoda osoba, niezależnie jakiej płci z problemem, a jedyne co dostanie to utrwalony od lat jedyny słuszny wizerunek kobiety oraz ograniczone do „nie znam = nie istnieje” myślenie. Nie znajduję również sposobu tłumaczenia osobom tak zatwardziale broniących swoich sztywnych przekonań, by je choć trochę poluzowali i się rozejrzeli i dostrzegli świat inny od tego, w którym wydaje im się, że żyją.

Opiniując jednak sam serial – bo przecież po to go obejrzałam, to zdecydowanie jest to najlepsza polska współpraca z Netflixem, a pamiętamy przecież fatalne 1984. Wyreżyserowany przez Piotra Domalewskiego serial (to ten, który zrobił również Cichą Noc oraz Jak najdalej stąd) śmiało można nazwać czymś innym, niż oglądaliśmy dotychczas, W KOŃCU! Ja użyłabym nawet słowa świeże, ale ja mam 30 lat i pewnie w myślach obecnych dwudziestolatków jestem już boomersem. Na pewno przez pierwsze odcinki musiałam się przyzwyczaić i nastroić do konwencji, w jakiej ten serial został stworzony. Stylówki głównych bohaterek, żarty, (czasem dziaderskie), kontrast między rozsypującym się akademikiem z poprzedniego ustroju a technologiami, nad którymi pracują studenci – to trzeba sobie w głowie trochę przetrawić i poukładać. Polski akademik nie został jednak bezmyślnie zamerykanizowany, choć tego bałam się najbardziej, za to leci więc ogromny plus.

Monika, Paulina, Natalia, a w ich rolach kolejno Sandra Drzymalska, Maria Sobocińska i Aleksandra Skraba, wspólnie pracują nad pracą dyplomową, czyli aplikacją, która ma ułatwić kobietom osiągnięcie orgazmu. Pomiędzy szukaniem grupy badawczej, właściwego algorytmu, szukają one również odpowiedzi na pytania o swoją własną seksualność- a każda robi to na innym polu. Mimo tego, że postacie różnią się od siebie, być może nawet za bardzo, przez co są trochę przerysowane, a serial oscyluje wokół seksu, nie tylko tych trzech osób, to nie powiedziałabym, że pełni jakąś specjalną funkcję edukacyjną. Możliwe nawet, że kilka ważnych aspektów zostało tam pominiętych, pytanie, czy to faktycznie opracowany przez specjalistów serial edukacyjny, czy wariacja na temat, ukazująca wybrane kwestie w wybrany sposób.

Poczucie humor. Były momenty, w których naprawdę świetnie się bawiłam, były też takie, podczas których raczej odczuwałam zażenowanie, ale biorąc pod uwagę sytuacje i momenty, w których padały te kiepskie żarty, wynikało to raczej z tego, że w dokładnie takiej samej sytuacji na żywo, również bym wywróciła oczami (świąteczny obiad, kwestie dziekana). Przyznaję, że młode pokolenie aktorek pokazane w Sexify zapowiada się obiecująco (Sandrę Drzymalską widziałam już w Każdy ma swoje lato), ale w Sexify nie miały ról, w których w pełni mogłyby rozwinąć skrzydła. Stąd czekam z niecierpliwością na dalsze, trochę bardziej skomplikowane role.

Wisienkami w świecie rumieńców na widok wibratora przy jednoczesnym tworzeniu w akademiku kopulatorium są z pewnością rolę Pazury, Foremniak, Zamachowski, oraz mój absolutny faworyt – Ewa Szykulska jako portierka w akademiku. Dla mnie również, choć dla wielu osób jest to minus – plusem jest muzyka Jimka, towarzyszącą nam przez większość scen, a często również występująca w roli ich komentatora. Nie podpisuję się pod opiniami, że jest ona zbyt głośna i zbyt intensywna, żałuję wręcz, że w innych produkcjach nie jest ona aż tak wyrazista. Dla mnie super.

Podsumowując: Sexify ma kilka cukierkowych i odrealnionych scen i wątków. Niektóre motywy są dość sztampowe. Jednak, biorąc pod uwagę całość, daję 7/10. Rzadko, szczególnie jeszcze chodzi o rodzimą produkcję, dostaje się tak fajny, wyluzowany i nowatorski serial. Lekko, świeżo i z morałem, polecam,

Wiecznie Niezadowolona Kacha.


UDOSTĘPNIJ!

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.